30-07-2010
|
Strona główna
»
Artykuły
|
| Drukuj | Powiadom |
Adiacencki szantaż
![]() |
- Mamy taką sytuację, że nie umiemy ze sobą rozmawiać, dochodzimy do takich brzydkich tutaj sytuacji. Bo ja uważam, że jeżeli są mądrzy właściciele i mądre władze, to we wszystkich gminach, a wierzcie mi Państwo, że mam rozeznanie, udaje się w taki sposób rozmawiać z mieszkańcami, że nie dochodzi do konieczności uchwalania opłaty adiacenckiej tylko są umowy - mówiła burmistrz do zebranych.
Na drugie w tej kadencji spotkanie burmistrza miasta przybyło około dwustu mieszkańców osiedla, właścicieli posesji, które objęte są końcowym etapem kanalizowania tej części miasta. Jak Alina Kopiczyńska lubi się spotykać z wyborcami pisaliśmy w osobnym artykule, z grubsza rzadko, a jak już to w ściśle określonej formule. Te dwa spotkania, jedno w czerwcu 2007 i to ostatnie mają wspólny mianownik - dotyczą infrastruktury sanitarnej i na tym kończą się podobieństwa. Przed trzema laty władze miasta negocjowały finansowy udział mieszkańców miasta, by z początkowej kwoty około 880 złotych zejść do poziomu 750. Wtedy nikt nie słyszał, że proponowana partycypacja w kosztach inwestycji prowadzonej przez samorząd gminny jest dobrowolna. Mało tego, mieszkańcy otrzymywali pisma z urzędu miejskiego, że wpłacenie ustalonej sumy jest warunkiem podłączenia posesji do rury ściekowej. Ponieważ obarczono ludzi kosztami podłączenia całego przyłącza, część mieszkańców sprzeciwiła się takiemu rozwiązaniu, widząc w tym naruszenie obowiązujących zasad prawnych. Kilkudziesięciu obywateli, którzy podpisali umowy z miastem, ich zdaniem krzywdzące, wystąpiło na drogę sądową szukając tam potwierdzenia swoich racji. Zresztą innej drogi rozwiązania sporu nie było, gdyż władze miasta nie były skore do rozmów i szukania satysfakcjonującego kompromisu.
Na ostatnim, piątkowym spotkaniu była już mowa o dobrowolność opłat wnoszonych na rzecz gminy miejskiej i jest to zasadnicza różnica. Jednakowoż do materii, o której mowa doszedł jeszcze jeden, ale znaczący element. Otóż o ile wcześniej pobierane opłaty tzw. "zwyczajowe" nie miały żadnego umocowania prawnego tj. nie można było zmusić kogokolwiek do podpisywania umów cywilno - prawnych, to tym razem władze znalazły stosowne rozwiązanie prawne jakim jest opłata adiacencka. Jest to jedyna prawnie możliwa forma uczestniczenia mieszkańców w ponoszeniu kosztów inwestycji prowadzonych przez samorząd gminny.
Ciekawą argumentację wprowadzenia tego rozwiązania przedstawiła Katarzyna Kaniewska, sekretarz miasta.
- Część z osób, które miały wpłacać, po prostu nie zawarły tej umowy, skutkiem czego grupa osób wystąpiła do sądu i w tej chwili toczy się postępowanie. Dotyczy to wcześniejszej inwestycji, która jest już zakończona. I żeby uniknąć takiej sytuacji, jak właśnie ma miejsce, jest w tej chwili uchwała i jest w tej chwili podstawa prawna związana z opłatą adiacencką - mówiła pani sekretarz.

Na drugie w tej kadencji spotkanie burmistrza miasta przybyło około dwustu mieszkańców osiedla, właścicieli posesji, które objęte są końcowym etapem kanalizowania tej części miasta.
Opłata adiacencka
Kwestie opłaty adiacenckiej reguluje ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami. Opłata adiacencka to opłata, którą właściciel nieruchomości musi wnieść gminie, jeżeli poniosła ona wydatki na infrastrukturę - np. wykonała wodociąg czy doprowadziła drogę i w związku z tym wzrosła wartość gruntu. Zgodnie z art.144 ust. 1 ustawy, właściciele nieruchomości uczestniczą w kosztach budowy urządzeń infrastruktury technicznej przez wnoszenie na rzecz gminy opłat adiacenckich.
Opłata adiacencka może być ustalana przez zarząd gminy każdorazowo po urządzeniu lub modernizacji drogi albo po stworzeniu warunków do podłączenia nieruchomości do poszczególnych urządzeń infrastruktury technicznej. Uchwalana jest w formie decyzji administracyjnej. Zgodnie z art. 145 ust. 2 ustawy, ustalenie opłaty adiacenckiej może nastąpić w terminie do 3 lat od dnia urządzenia lub modernizacji drogi albo od stworzenia warunków do podłączenia nieruchomości do poszczególnych urządzeń infrastruktury technicznej.
Ustalenie i wysokość opłaty adiacenckiej zależą od wzrostu wartości nieruchomości spowodowanego budową urządzeń infrastruktury technicznej. Wysokość opłaty adiacenckiej wynosi nie więcej niż 50% różnicy między wartością, jaką nieruchomość miała przed wybudowaniem urządzeń infrastruktury technicznej, a wartością, jaką nieruchomość ma po ich wybudowaniu. Wysokość stawki procentowej opłaty adiacenckiej ustala rada gminy w drodze uchwały.
Na podstawie art. 147 ust. 1 ustawy, opłata adiacencka może być, na wniosek właściciela nieruchomości, rozłożona na raty roczne płatne w okresie do 10 lat. Warunki rozłożenia na raty określa się w decyzji o ustaleniu opłaty. Raty podlegają oprocentowaniu przy zastosowaniu stopy procentowej równej stopie redyskonta weksli stosowanej przez Narodowy Bank Polski.

Wojciech Kłosowski przypomniał zebranym istotę sporu jaką
toczy część mieszkańców z gminą miejską.
Najpierw strzelają, potem myślą
Taką też opłatę wprowadziła rada miejska w dniu 24 marca ubiegłego roku, określając procentową stawkę 30% różnicy wartości nieruchomości na terenie prowadzonej inwestycji. Bóg raczy wiedzieć, czym kierowali się radni podnosząc do góry rękę przy tym głosowaniu, jedno jest pewne, że nie interesem swoich wyborców. Nie pierwszy raz się zdarza, że nasi wybrańcy podejmują uchwałę nie zdając sobie sprawy jakie końcowe skutki przyniesie ich decyzja. W tym konkretnym przypadku mieszkańcy mogą liczyć się z kwotami rzędu 1500 - 2000 złotych, a niektórzy nawet więcej jakie będą musieli wysupłać ze swoich własnych kieszeni. To jedna strona medalu, zaś drugą są koszty dla samej gminy miejskiej związanych z całą procedurą administracyjną niezbędną dla przeprowadzenia tej operacji.
Grzechy radnych można wybaczyć, gdyż to nie oni są autorami wprowadzonego "pomysłu". Nie sposób rozgrzeszyć władz miasta z fałszywej troski jaką była (jest) chęć powrotu do umów cywilno-prawnych z zainteresowanymi mieszkańcami osiedla Marianowo. Najpierw przygotowuje się kij, by za moment podsunąć marchewkę. Gdyby ludzie rok wcześniej wiedzieli, co przygotowali włodarze miasta, to niechybnie sprawa skończyłaby się referendum. Doświadczenia już mamy, burmistrz Grabowskiej zarzucano m.in. nadmierne zadłużanie miasta, wtedy to był mały "pikuś", dzisiaj mamy poziom 52% wobec 60% dopuszczalnego ustawą maksymalnego zadłużenia. Takie rozwiązanie w tym momencie nie jest możliwe, a na pewno mało rozsądne, w końcu za parę miesięcy są wybory i każdy będzie miał szansę się wypowiedzieć. To co teraz jedynie mogą ludzie zrobić, to apelować do sumień radnych i zbierać podpisy w intencji uchylenia wspomnianej uchwały.
- Naprawdę nie chodzi nam o to, żeby tutaj i Państwa i gminę narażać na dodatkowe koszty. Bo jeżeli Państwo będziecie skłonni przystać na takie same warunki jakie obowiązywały w przypadku wcześniejszej realizacji inwestycji kanalizacyjnej i dobrowolnie tutaj zgodzicie się na to, żeby wszystkie domy, nieruchomości, które zostaną objęte tutaj tą naszą inwestycją partycypowały w kosztach na zasadzie umów cywilno - prawnych w wysokości 750 zł, to jest to możliwe. Tylko to musiałoby być wprost określone, że to jest Państwa wola, że państwo tutaj zdeklarujecie się, ja będę jeszcze w stanie pójść Państwu na rękę i tak jak w przypadku wcześniejszej realizacji rozłożyć to na 12 rat. Unikniemy w takich układach zatrudnienia rzeczoznawcy, robienia wycen i nierównego podziału kosztów związanych z tym, że różna jest wartość nieruchomości, które Państwo w tej chwili zajmujecie i tutaj decyzję naprawdę zostawiam Państwu. Ja nie będę tutaj skłaniała Państwa do niczego, czego Państwo sami nie wyrażą wprost i nie wyartykułują. To jest moje propozycja, żeby zamknąć ten temat i ustalić, że przechodzimy do realizacji tej inwestycji - mówiła Alina Kopiczyńska, burmistrz miasta.
Ludzie myślą logicznie
Bóg zapłać, można by rzec, ale to same władze zapędziły się w ślepy zaułek i poszukają jakiegoś wyjścia. Przy tak przyjętej filozofii w podejściu do problemów miasta trudno spodziewać się dobrych rozwiązań. Szukanie pieniędzy w portfelach emerytów nie wystawia najlepszego świadectwa samym władzom i jest moralnie nie do przyjęcia. Pomijamy w tym miejscu fakt, że osiedle przez lata płaciło koszty cywilizacyjnego zacofania oraz to, że miasto na inwestycji będzie zarabiało w przyszłości.
Ludzie na sali dziwili się, że po to właśnie płacą podatki, by nikt im łaski nie robił, nie zapominając o dofinansowaniu z Unii. Co przytomniejsi wspominali o zbliżających się wyborach. Atmosfera była bardzo gorąca, co nie dziwi, gdyż sprawa dotyczyła ich własnych pieniędzy. Głównym zarzutem wielokrotnie podnoszonym przez dyskutantów stała się kwestia braku szerszej konsultacji przy wprowadzeniu opłaty adiacenckiej, rzeczy ważnej nie tylko dla społeczności tego osiedla, ale i całego miasta, zwłaszcza tam gdzie będą czynione jakiekolwiek inwestycje w szeroko rozumianą infrastrukturę miejska. Na wszystkie zgłaszane swoje zastrzeżenia otrzymywali jedną odpowiedź - miasta nie stać na samodzielne finansowanie tej inwestycji.
Wiemy natomiast na co stać - powiedzmy na szkołę muzyczną, może za chwilę szkołę mistrzostwa sportowego, też znajdą się dzieci i co najważniejsze chętni do poprowadzenia instytucji, wspomnieć należy "milionowy" mostek, taki nowoczesny, amerykański, pompowanie kosztów osobowych podległych jednostek przy mizernych efektach ich pracy, długo można wyliczać i jeszcze dłużej listę zaniechań i zaniedbań jakie zapisały się w minionych trzech latach. Jest to osobny temat i będzie jeszcze czas do tych spraw powrócić.
(4.03.10 Grzegorz Podkomorzy fot.gp)
Komentarze | ||
Skomentuj | ||
|






wytrzymamy do jesieni, ale ani dnia dłużej
Pozdrawiam wszystkich z małymi szambami i dużymi wannami."
"