| Drukuj | Powiadom |
Belfer Pszoniaka
![]() |
Zdarzyła się rzecz niebywała, nie opuszczając naszego smutnego miasteczka byliśmy świadkami wydarzenia, które śmiało można nazwać kulturalnym wydarzeniem roku. Nie mając teatru, ba nawet porządnej sali widowiskowej, gościliśmy wybitnego aktora scen polskich Wojciecha Pszoniaka.
Od początku kariery artysty jego drogę zawodową wytyczali najwybitniejsi polscy reżyserzy teatralni tacy jak Swinarski, Hübner, Gruza, Barański oraz filmowi - Żuławski, Bajon, Kawalerowicz i Wajda. Właśnie dzięki Wajdzie, u którego grywał wielokrotnie, zdobył popularność i uznanie, zarówno w kraju jak i na świecie. Brawurowo zagrana postać Moryca Welta w "Ziemi obiecanej" przyniosła mu sławę, z czasem propozycję występu w prestiżowym teatrze w Nanterre pod Paryżem. Od tego momentu grał z powodzeniem na deskach wielu teatrów francuskich. Do Polski powrócił z granym od 2004 roku monodramem "Belfer".
Forma spektaklu idealna dla małych scen i miejscowości podobnych do Nowego Miasta, lecz wymagająca dla samego aktora, który musi skupić na sobie uwagę publiczności przez półtorej godziny. Sztuka ta udaje się tylko wybitnym aktorom, tylko tacy mają monodram w swoim repertuarze. Wojciechowi Pszoniakowi teatr jednego aktora nie sprawiał żadnego problemu. Na początku niby dialog z publicznością, bez żadnego wyraźnie zaznaczonego momentu startu, płynnie zostaliśmy wprowadzeni w historię opowiadaną przez głównego bohatera. Skromna scenografia, na którą składała się czarna tablica, biurko z krzesłem oraz drewniany wieszak na palto i kapelusz. Właśnie tablica okazała się tym rekwizytem, za pomocą którego już na samym początku artysta nawiązał dobry kontakt z publicznością. Stało się to z chwilą kiedy na niej pojawił się napis - uczniowie to zwierzęta.

- Przez całe długie lata, niekończące się lata mojego dawnego życia, budziłem się z gniotącym ciężarem w piersiach - to było jedno zdanie. Każdego dnia wyłączając budzik myślałem sobie... uczniowie to zwierzęta, nie kierują się inteligencją, tylko instynktem. Każdego ranka wyłączając budzik zastanawiałem się czy za zaciągniętymi zasłonami niebo jest zachmurzone, czy może świeci słońce, rozmyślałem o nadchodzącym dniu, myślałem o "nich" i od razu to zdanie. To zdanie narzucało się samo, uczniowie to zwierzęta, nie kierują się inteligencją, tylko instynktem. Z biegiem lat ten lęk dopadał mnie coraz wcześniej - tak brzmiała kwestia, która była główną osią opowiadania.
Wyznanie starego belfra idealisty, który po latach uświadamia sobie, że to co kochał, czemu się poświęcał trafia w pustkę, że jego nauczanie tak naprawdę nikogo już nie interesuje. Jak realizować misję, bo tak traktował swoje powołanie, w rzeczywistości pozbawionej autorytetów. Edukacja zostaje sprowadzona do codziennej walki o przetrwanie, z różnymi zresztą konsekwencjami jak widzieliśmy w monodramie. Po reakcjach publiczności wśród której nie zabrakło przedstawicieli niegdyś szanowanej profesji widać było (raczej słychać) pełne zrozumienie. Nasi nauczyciele znają to z autopsji.
Sztuka dramaturga Jeana Pierre'a Dopagne'a zmusza do refleksji. Uniwersalizm przesłania nie napawa nas jednak optymistycznie, wolelibyśmy aby nasza młodzież jednak się różniła. Autor sztuki złożył, że jego główny bohater strzela do swych uczniów - nierealne? Oby, bo jak się okazało i to nie tak dawno, życie pisze nawet niewyobrażalne scenariusze. Chodziło co prawda nie o edukację, ale reedukację - sfrustrowany dyrektor dużego więzienia przychodzi do osadzonego i zabija go kuchennym nożem. Może kiedyś ktoś napisze podobny dramat.

Po spektaklu aktor rozdawał autografy.
Wracając do niedzielnego przedstawienia, to okazało się, że na uznane nazwisko nowomieszczanie nie poskąpili grosza. Sala kinowa była prawie wypełniona, co dobrze rokuje na przyszłość, albowiem to nie koniec ambitnych zamierzeń nowego dyrektora MCK.
(17.10.2011 Grzegorz Podkomorzy fot.gp)
Skomentuj | ||
|
Zasłona tajemnicy pękła niczym mydlana bańka - 637
Jesteś z miasta, płacisz więcej - 494 Szkoła na wariackich papierach - 440 Wypadek przy budowie torów w Montowie - 355 Rolnicy są cierpliwi, jeszcze poczekają - 313 Są winni śmierci - 301
|




