| Drukuj | Powiadom |
Mały mostek, finał problemu
![]() |
Ksiądz kanonik nie żałował święconej wody.
O przeprawie i kłopotach z tym związanych pisaliśmy nie raz, bo chociaż rzecz niepozorna, to doczekała się historii jakby chodziło o naprawdę wielką sprawę. Kłopot burmistrza i mieszkańców miasta miał swój początek tuż przed Świętami Bożego Narodzenia AD 2006, kiedy zablokowano przejście na kładce dla pieszych. Kłopoty mieszkańców skończyły się dokładnie 8 marca z chwilą oddania do użytku drewnianego mostku wybudowanego przez saperów z Chełma. Dla władz miasta problem trwał i trwał, aż do połowy grudnia ubiegłego roku, kiedy to stosownymi pismami poinformowano szereg instytucji o zakończeniu budowy.
Mostek co prawda już stał, ale sroga zima utrudniała dokończenie prac na pochylniach. Niemniej jak pogoda procedury administracyjne też nie posuwały sprawy do przodu. Po wspomnianych wcześniej pismach, dwa miesiące później 17 lutego bieżącego roku do Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku przekazano dokumentację geodezyjną oraz związaną instalacjami leżącymi pod dnem rzeki. Jednym z dokumentów było oświadczenie wykonawcy dotyczące czystości dna rzeki. W tym momencie mamy duże zastrzeżenia co do rzetelności prac związanych z wydobyciem odpadów związanych z demontażem starej konstrukcji i sposobem weryfikacji, zakładając, że takowa była. Prawda zawsze wyjdzie na wierzch, a stanie się to letnią porą kiedy poziom wód w Drwęcy będzie dość niski.

Przecięcie wstęgi, rzadka chwila w naszym mieście. Życzylibyśmy
gospodarzom, a i sobie również, takich momentów częściej.
Pod koniec lutego został złożony wniosek o wydanie decyzji pozwolenia na użytkowanie kładki do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Bez względu na decyzję tego organu, to i tak z budowli nie można byłoby korzystać, gdyż zaplanowany termin ukończenia robót na podejściach zaplanowano na połowę kwietnia. Po uporaniu się z tymi wszystkimi historiami przyszedł czas rzeczywistego oddania inwestycji tym, którym ma służyć, czyli mieszkańcom naszego miasta. Jak na wstępie zaznaczyliśmy stało się to minionej środy. Uroczystość była nadzwyczaj skromna, ale i czas na fetowanie raczej nieszczególny. Burmistrz miasta podziękowała krótko tym, którzy przy budowie kładki byli zaangażowani, zaś proboszcz Zbigniew Markowski obiekt poświęcił. Moment otwarcia uszedł uwadze ogółowi, wcześniej nie anonsowano uroczystości. Świadkami końca prawie czteroletniej batalii o przeprawę przez rzekę stali się przypadkowi przechodnie.

Radni byli pierwszymi spacerowiczami oglądającymi dzieło.
To nie jest jeszcze koniec, albowiem musi zapaść decyzja odnośnie mostku tymczasowego. Wstępnie planowano jego rozebranie, co ma kosztować około osiemdziesiąt tysięcy złotych. Jest to więcej niż samo postawienie konstrukcji. Biorąc pod uwagę wszystkie koszty związane z budową przeprawy, to zamykają się kwotą ponad milion złotych.
(16.04.10 Grzegorz Podkomorzy fot.gp)
Komentarze | ||
Skomentuj | ||
|
Początek końca powiatu nowomiejskiego - 428
Napadł na bank - znasz go? - 409 Ubezpieczenia rolników - 276 Nowa karetka do natychmiastowej pomocy - 226 Nowy sezon sportów walki - 220 Poszerzanie ulicy Działyńskich - 198
|





Najwidoczniej inwestycja była kosztowna i tego warta, a jej rozliczanie skomplikowane skoro zajmowało się nim, aż czterech skarbników miejskich.
Milion złotych przy pierwotnych 400000pln to dosyć znaczne nieoszacowanie , jak na instytucję samorządową i strażników kasy miejskiej - RADNYCH.
Co na to komisja budżetowa i cała reszta - nasi "Radni stypendyści za 500pln miesięcznie".
Wpadka z czystością dna rzeki, jej faktycznym stanem oraz jego pozytywnym odbiorem mogła zdarzyć się przy takiej kwocie inwestycji tylko urzędnikom Urzędu Miasta w Nowym Mieście Lubawskim.
Jesteśmy bardzo bogatym społeczeństwem przymykając oczy na takie detale. Bogaci ale nie równomiernie bogaci i niejednakowo czuli na takie niedociągnięcia i fuszerki.
W tym miejscu pytam:
Gdzie był nadzór budowlany, który przytulił około 20000pln ?
Gdzie był nadzór inwestorski / urzędnik referatu inwestycyjnego Urzędu Miejskiego?
Gdzie był powiatowy, czy wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego wydający decyzję na użytkowanie przeprawy i jak weryfikował przedkładane mu dokumenty?
Jak się nazywa zespół ludzi nierzetelnie wykonujący swą pracę w wyniku czego doszło do poświadczenia nieprawdy w sprawie czystości koryta dna rzeki na odcinku przeprowadzanej inwestycji?
I już na koniec zapytam, gdzie był takt władz samorządowych Nowego Miasta Lubawskiego, aby w czasie żałoby narodowej dokonywać takich uroczystych otwarć bez względu na jego intensywność zaburzania ciszy i zadumy narodowej?
Gdzie oni wszyscy byli ?
No gdzie?
Na pewno, nie jednego bym spotkał przy kasie samorządowej pobierających niemałe pieniążki za swą "ciężko wykonaną dobrą robotę "- nieprawdaż panie radny Marcinie.
Kolejne zadanie do sprawdzenia przez komisję , której pan przewodniczy