| Drukuj | Powiadom |
Proces w sprawie tragedii w Katlewie
![]() |
Akt oskarżenia
Pod koniec czerwca prowadzący śledztwo ówczesny prokurator Krzysztof Chybicki poinformował, że do sądu w Nowym Mieście Lubawskim skierował akt oskarżenia przeciwko właścicielom psów, które zagryzły 5-letniego Kubę. Właściciel dwóch suk mieszańców - sołtys Edward K. oraz Robert A. - do którego należał pies rasy alaskan malamute - zostali oskarżeni o nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka poprzez brak nadzoru nad zwierzętami. Według prokuratora Chybickiego, oskarżeni przyjęli krańcowo odmienne postawy podczas śledztwa, co będzie miało wpływ na wysokość kar, jakich będzie domagał się oskarżyciel na sali sądowej. Młodszy z mężczyzn, Robert A. współpracował z prokuraturą w ustalaniu przebiegu zdarzeń i wyrażał skruchę.
- W pełni solidaryzował się z bólem rodziców chłopca. Natomiast Edward K. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień - mówił wtedy Chybicki.
Zdaniem prokuratora ma to tym większe znaczenie, że rodzice Kuby i oskarżeni mieszkają po sąsiedzku, w małej miejscowości. - Nie można naprawić tego, co się stało, ale zachowanie oskarżonych z pewnością miało wpływ na przeżywanie tej tragedii przez bliskich chłopca - podkreślał prokurator.
Śledczy ustalili, że psy należące do oskarżonych wielokrotnie wcześniej biegały po wsi bez nadzoru. Na wniosek prokuratury zaraz po tragedii zwierzęta zostały odebrane właścicielom i uśpione. Nie dopatrzyli się natomiast żadnych uchybień ze strony rodziny w opiece nad dzieckiem.
Rozpoczął się proces
Pod koniec października w Sądzie Rejonowym w Nowym Mieście Lubawskim odbyła się pierwsza rozprawa podczas której odczytano akt oskarżenia oraz wysłuchano zeznania dwóch świadków. Prokuratura oskarża dwóch mieszkańców Katlewa o popełnienie przestępstwa określonego w art.160 § 1. kk w zbiegu z art. 155 kk. Pierwszy artykuł mówi - Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3, zaś drugi - Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Podczas drugiej rozprawy Sąd wysłuchał rodziców tragicznie zmarłego pięciolatka. Dla Anny W. matki Kuby odbywająca się rozprawa jest dalszym ciągiem koszmaru, który zaczął się osiem miesięcy temu. W emocjonalnym wystąpieniu przypomniała ostatnie chwile z życia Kubusia. Około godziny 16.30 Kuba chciał odwiedzić swego kolegę Miłosza, który mieszkał niedaleko w odległym o 150 metrów sąsiednim budynku. Matka go ubrała, tego dnia była ładna pogoda. Kuba szedł na skróty, drogą którą znał i przemierzał wielokrotnie. Matka odprowadzała go wzrokiem do momentu, gdy zniknął za szopką. Piętnaście minut później przybiegł sąsiad, który krzyczał, że coś się stało, że leży dziecko. Pobiegła tam i to, co zobaczyła, ten widok zakrwawionego dziecka będzie ją prześladować do końca życia.
Z zeznań matki wynika jedna istotna informacja, to że Kuba bał się psów, być może kluczowa dla zrozumienia tej tragedii, splotu wielu nieszczęśliwych okoliczności, które do niej doprowadziły. Ojca chłopca tego dnia nie było w domu, pracował w Olsztynie. O zdarzeniu telefonicznie poinformowała go teściowa. Kiedy przybył do Katlewa trwały jeszcze czynności prowadzone przez funkcjonariuszy policji w miejscu wypadku. W zeznaniach rodziców oraz innych świadków pojawia się jedna spójna informacja o wałęsających się psach sąsiadów, które wielokrotnie biegały po wsi bez nadzoru właścicieli.
Wypowiadali się biegli
Po ogłoszonej ponad godzinnej przerwie sesję wznowiono. Sąd wysłuchał biegłego dr wet. Andrzeja Brozdowskiego, który uczestniczył również w postępowaniu przygotowawczym. Zabrane przez policję psy umieszczono w kojcach znajdujących się na terenie komendy powiatowej. Poddane zostały rutynowej ponad dwutygodniowej obserwacji. W tym czasie podawano czworonogom pokarm i wodę, obserwowano zachowanie czworonogów, reakcje na osoby doglądające. Po dwóch dniach możliwe było wejście do klatki, w której znajdowały się suki mieszańców. Nie przejwiały agresji, łasiły się. Natomiast alaskan malamute stał w rogu, z wyrazem niepewności, gotowości do ataku, bardzo nieufny i dominujący. Biegły przytoczył fakt, jak w dziesiątym dniu obserwacji wszedł trzeci funkcjonariusz nie uczestniczący w prowadzonych czynnościach, wtedy pies zareagował atakiem.

Prawdopodobny zabójca 5-letniego Kubusia z Katlewa. 33 rasy są na liście psów
niebezpiecznych, alaskana jednak tam nie ma.
Według opinii biegłego na zachowanie psów w 80% ma ich wychowanie, w pozostałej części są to czynniki wrodzone, nie ma znaczenia czy dotyczy to psa rasowego, czy mieszańca. Dr wet. Andrzej Brozdowski szczegółowo wyjaśniał wszelkie kwestie, drobiazgowo odpowiadał na pytania stron. W tym czasie kiedy doszło do zdarzenia, jedna z suk miała cieczkę. Nie ulega wątpliwości, że był to czynnik pobudzający dla dominującego w sforze alaskana. Z materiałów śledztwa wynika, że właściciel, co sam przyznał, miał z tym psem problemy. Pies wył po nocach, uciekał z kojca, robił podkopy, gryzł metalowe elementy ogrodzenia. Historie raczej nie jednorazowe, świadczyły o tym ślady samookaleczenia widoczne na pysku psa oraz wyłamany ząb. Nie pomagały podejmowane kroki przez podawanie uspokajających środków farmakologicznych, czy zamykanie psa w garażu, które było dla zwierzęcia dodatkowym czynnikiem traumatycznym. Jego właściciel z nim sobie po prostu nie radził.
W rozpatrywanej sprawie jest jeszcze kilka niewiadomych. Według właściciela największego psa, który określał jego wiek na rok i kilka miesięcy różni się od opinii dr wet. Waldemara Sienkiewicza, drugiego biegłego wypowiadającego się na procesie, podającego liczbę 2,5 lat. Kwestia wieku opisywanego alaskana wydaje się być kwestią drugorzędną, albowiem tą najważniejszą była odpowiedź na pytanie, który z psów zaatakował pierwszy. Niestety nawet wypowiadającym się biegłym trudno było jednoznacznie wskazać konkretnego czworonoga. Identyfikację uniemożliwił brak części tkanki na szyi chłopca. Wszelkie hipotezy brane pod uwagę nie dawały stuprocentowej pewności. Taką pewność w tym przypadku dałby tylko naoczny świadek zdarzenia, tego niestety zabrakło.
Sąd wyznaczył datę kolejnej rozprawy na początek grudnia. Oskarżyciel wniósł wniosek o przesłuchanie dodatkowego świadka, funkcjonariusza policji, który pomagał biegłemu lekarzowi weterynarii przy obserwacji zwierząt. Wcześniej nie podzielono opinii obrońcy jednego z oskarżonych o powołanie biegłego behawiorysty zwierząt. W obliczu fizycznego braku psów, ewentualne opinie takiego biegłego nic do sprawy by nie wniosły.
(15.11.2011 Grzegorz Podkomorzy fot.gp)
Skomentuj | ||
|
Zasłona tajemnicy pękła niczym mydlana bańka - 637
Jesteś z miasta, płacisz więcej - 494 Szkoła na wariackich papierach - 440 Wypadek przy budowie torów w Montowie - 355 Rolnicy są cierpliwi, jeszcze poczekają - 313 Są winni śmierci - 301
|




