06-09-2010
|
Strona główna
»
Artykuły
|
| Drukuj | Powiadom |
Ze ślimakiem w tle
![]() |
Nie bez kozery wspominamy fakt, który dawno przestał być newsem, ale wysłuchując ostatnie dyskusje radnych i wypowiedzi pani burmistrz zauważamy pewne niekonsekwencje. Każda ekipa rządząca jakąś miejscowością dużą lub mniejszą, winna mieć z grubsza zarysowaną strategię jej rozwoju, wytyczone kierunki przyszłych działań. Trudno nam przypomnieć w tym momencie wyborcze hasła sprzed czterech lat, ale gdzieś w połowie kadencji pojawiła się nowa koncepcja, by nasze miasto dołączyć do wspomnianego wyżej stowarzyszenia.
Pomysł Cittaslow narodził się we Włoszech w 1999 roku. Od tamtego czasu promocja miejsc, gdzie dba się o komfort życia mieszkańców rozpowszechniła się na całym świecie. Wśród 127 miast z 19 krajów należących do sieci Cittaslow znalazły się Reszel, Bisztynek, Biskupiec i Lidzbark Warmiński. Teraz także Nowe Miasto Lubawskie będzie zachęcać do przyjazdu osoby stroniące od tłumu i hałasu wielkiej aglomeracji.
- Miasteczka, które przystępują do sieci Cittaslow zyskują na popularności - komentował Marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego Jacek Protas. - Okazuje się bowiem, że są ludzie szukający odpoczynku w miejscach z ciekawą historią, gościnnych i przyjaznych, a takich w naszym regionie nie brakuje.
Odwiedzając miasto Cittaslow możemy być pewni, że zastaniemy tam wiele obszarów zieleni, ułatwienia dla niepełnosprawnych oraz małe restauracje, serwujące lokalne specjały. Tak jak w Nowym Mieście Lubawskim kultywowana jest od lat regionalna tradycja, a władze stawiają na ochronę okolicznych lasów i jezior.
Tak z grubsza wygląda oficjalne wyobrażenie o szczęśliwym miejscu, w którym przyszło nam żyć. Brak własnych koncepcji zastąpiono importem pomysłu nie pytając mieszkańców o zdanie. Pal licho konsultacje społeczne kiedy chodzi o dobro ogółu. Wydawać by się mogło, że nic nie powinno zakłócać realizacji owej zaadaptowanej wizji, ale szybko się okazało, że już na samym starcie drobnych przeszkód co nie miara i co gorsze kłócących się z przyjętą strategią.

Podświetlenie murów miało promować, przyciągać uwagę przyjezdnych i jest w takim stanie.
Nieco ponad dwa miesiące temu na jednej z sesji radny senior Henryk Mączkowski próbował się dowiedzieć, kto nadzoruje i odpowiada za stan oświetlenia Bramy Kurzętnickiej i fragmentu murów miejskich, albowiem od jesieni połowa lamp nie działa. Iluminacja zabytków kosztowała nieco ponad czterdzieści tysięcy złotych, a zainstalowano ją dwa lata temu. Wtedy burmistrz miasta mówiła - "iluminacja jest świąteczno - noworocznym prezentem od samorządu dla mieszkańców. Uważam, że pokazanie oświetlonych zabytków jest też elementem promocji naszego miasta". Po dwóch latach okazuje się, że nie ma to istotnego znaczenia. Wandale, którzy zniszczyli część lamp podświetlających mury trafili w słaby punkt. Miasta nie stać nie tylko na naprawę, ale nawet na wymianę żarówek w reflektorach podświetlających Bramę.
Mamy półmetek turystycznego sezonu i przybyszów z jednej strony wita słabym blaskiem jedna brama, zaś z drugiej, kolorowa plandeka w jaką przystrojono Bramę Łąkowską na jesieni ubiegłego roku. W listopadzie prowadzono tam prace zabezpieczające na dachu budowli, bo sypały się dachówki na głowy przechodniów. Niby wtedy o tych pracach była informowana pani konserwator, ale po jakimś czasie działania na jej wniosek zostały wstrzymane. Przy okazji wyszło, że cała konstrukcja dachu wymaga gruntownego remontu, a miasto musi wysupłać extra 100 tys. złotych. Póki co widocznych efektów brak. To nie koniec kłopotów jakie miasto ma z wojewódzkim konserwatorem zabytków. Jeszcze nie ruszyła słynna rewitalizacja, a już trzeba było przesunąć w budżecie dodatkowe środki. 140 tys. złotych będą kosztowały badania tynków po ewangelickiego kościoła, bo takie wymogi stawia pani konserwator.

W Kurzętniku wyrąbano pół góry i zrobiono świętą ścieżkę,
nasi mają problem z kawałkiem chodnika.
Inną historią, która wywołała kontrowersje jest sprawa remontu chodnika na ulicy Kazimierza Wielkiego. Miasto chciałoby przebudować fragment trotuaru biegnący wzdłuż nowo wybudowanej kamienicy i tak jak w całym obszarze chronionym musi uzyskać akceptację konserwatora wojewódzkiego. Problem w tym, że ten szacowny urząd wymyślił, iż chodnik musi być wykonany z kostki granitowej. Radni oraz władze miasta zamiast przyklasnąć idei sprzyjającej poprawie wizerunku miasta zaczęli utyskiwać, że to fanaberie, że nigdy nic tam takiego nie było i że będzie drogo kosztowało. Dla przypomnienia, nie chodzi o jakieś kilometry, ale góra pięćdziesiąt metrów. Z takim podejściem, niestety, nie ma co liczyć na szybką poprawę stanu chodników w ścisłym centrum miasta.
Kolejnym drobiazgiem podniesionym podczas wtorkowych obrad stała się sprawa zagospodarowania terenu przy Drwęcy w okolicach małego mostku. Rzecz nie nowa, bo zgłaszana od lat, by w jakimś stopniu uczynić brzeg rzeki bardziej dostępny dla turystów wodnych. Stąd mają najbliżej do centrum miasta by skorzystać z obfitości sklepów, a i do zabytków droga najkrótsza. Temat sondował radny Straus, wszak okolica to jego okręg wyborczy. Burmistrz ustosunkowując się do interpelacji zaczęła wyliczać jakie to procedury należy wykonać od dokumentacji poczynając do pozwoleń środowiskowych itp. jednym słowem Himalaje urzędnicze. Skołowany radny nie usłyszał, czy władze sugestie wezmą pod uwagę, za to zapoznał się z wizją pani burmistrz o trakcie pieszym wiodącym lewym brzegiem do Mszanowa. Problem w tym, że radny nie pytał o turystykę pieszą. Przy okazji wyszła wstydliwa prawda, iż niektórzy mieszkańcy wykorzystują brzeg rzeki jako toaletę pod chmurką. I tak zamiast rzeczywiście zmierzyć się z materią zagospodarowując teren, burmistrz wysyłać tam będzie patrole straży miejskiej.

Swojskie klimaty na rynku nowomiejskim, życie proste i radosne. Była pani burmistrz ma swoich fanów. Nas nurtuje pytanie, czy obecnej pani burmistrz ktoś w przyszłości na czymś zagra?
Wyliczankę drobnych spraw można tak ciągnąć w nieskończoność. W swej naiwności wierzymy jednak, że władze miasta poważnie traktują ideę dobrego życia w sieci stowarzyszenia i że nie chodziło o postawienie kolejnego gadżetu w gabinecie burmistrza. Jak na razie, to co łączy nas z partnerskimi miastami Slow City zawarte jest w logo, z tym że w naszym przypadku oznacza tylko ślimacze tempo posuwania nowomiejskich spraw.
(21.07.2010 Grzegorz Podkomorzy fot.gp)
Komentarze | ||
Skomentuj | ||
|






Proszę jedynie nowomieszczan, którzy wybiorą sie do głosowania na nową radę, aby dali szanse młodym. Nakreślam również , że nikt z obecnej rady nie uczynił NIC dobrego dla miasta. Sami dobrze wiecie . Tragedia.
Chciałbym zaproponować mały widget administratorom strony: dodajcie opcję polubienia na facebooku, warto zwiększyć wygodę w powiększaniu grona zainteresowanych problemami naszego miasta.